Donald Trump ponownie sięga po cła jako narzędzie nacisku gospodarczego. Zapowiedź podniesienia taryf na europejskie samochody do 25 proc. może uruchomić kolejną odsłonę wojny handlowej między USA a Unią Europejską i poważnie uderzyć w europejską motoryzację. Skutki odczuje również Polska.
Polska częścią europejskiego silnika automotive
Chociaż Polska nie eksportuje na dużą skalę gotowych samochodów do Stanów Zjednoczonych, jest mocno powiązana z europejskim łańcuchem dostaw branży automotive. W kraju działa ok. tysiąca firm produkujących części oraz komponenty dla największych europejskich koncernów, przede wszystkim niemieckich i słowackich fabryk obsługujących rynek amerykański.
Oznacza to, że ograniczenie eksportu aut z Europy do USA może bardzo szybko przełożyć się na mniejsze zamówienia dla polskich producentów części. Tym bardziej że sektor już dzisiaj działa pod silną presją kosztową.
Europa między młotem a kowadłem
Stany Zjednoczone odpowiadają za niemal jedną piątą wartości eksportu europejskich samochodów. W 2025 roku do USA trafiło około 673 tys. aut z Europy o wartości przekraczającej 31 mld euro. Dla porównania – import samochodów amerykańskich do Europy pozostaje wielokrotnie niższy, co od lat stanowi jeden z głównych argumentów administracji Donalda Trumpa w handlowym sporze z Unią Europejską.
Waszyngton tłumaczy planowaną podwyżkę ceł „niedotrzymywaniem ustaleń handlowych” przez UE. Problem polega jednak na tym, że administracja amerykańska nie przedstawiła konkretnych danych potwierdzających te zarzuty. Coraz częściej pojawiają się więc opinie, że decyzja ma również wyraźny wymiar polityczny i wpisuje się w szerszą strategię odbudowy amerykańskiego przemysłu poprzez wymuszanie przenoszenia produkcji do USA.
Nowa odsłona wojny celnej trafia na wyjątkowo trudny moment dla europejskiej branży automotive, która od kilku lat funkcjonuje praktycznie w stanie permanentnego kryzysu.Najpierw pandemia i zerwane łańcuchy dostaw, później kryzys półprzewodników, wojna w Ukrainie oraz gwałtownie rosnące koszty energii oraz surowców. Dzisiaj sektor mierzy się dodatkowo z coraz silniejszą presją konkurencyjną ze strony Chin, a teraz również z ryzykiem kolejnej wojny handlowej z USA.
Problem numer dwa: ofensywa Chin
Europa znalazła się w podwójnym uścisku. Z jednej strony rośnie presja ze strony amerykańskiej polityki celnej, która ma skłaniać firmy do przenoszenia produkcji za Atlantyk. Z drugiej – europejski rynek coraz mocniej zdobywają chińscy producenci, korzystający z niższych kosztów i silnego wsparcia państwa. Chińskie marki odpowiadają już za blisko 10 proc. sprzedaży nowych samochodów w Europie, a ich udział systematycznie rośnie mimo unijnych ceł ochronnych.
Europa traci dziś przewagi kosztowe praktycznie na każdym polu. Produkcja w Azji i USA jest tańsza, ceny energii pozostają wyższe niż u globalnych konkurentów, a jednocześnie europejskie firmy ponoszą ogromne koszty transformacji technologicznej związanej z elektromobilnością, cyfryzacją i rozwojem sztucznej inteligencji.
W efekcie coraz więcej koncernów ogranicza inwestycje, szuka oszczędności i redukuje zatrudnienie. Według danych branżowych w ciągu ostatnich dwóch lat europejski sektor motoryzacyjny ogłosił likwidację ponad 100 tys. miejsc pracy. Dla Polski ryzyko jest szczególnie duże, ponieważ krajowy przemysł motoryzacyjny w dużej mierze pełni rolę zaplecza produkcyjnego i dostawcy komponentów dla zagranicznych koncernów.
Donald Trump otwarcie sygnalizuje, że wysokie cła mają zachęcić europejskie firmy do budowy fabryk w USA. W praktyce może to oznaczać stopniowe przenoszenie inwestycji i produkcji poza Europę, a w konsekwencji osłabienie przemysłowego zaplecza całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
Unia Europejska rozważa działania odwetowe – od ceł na amerykańskie produkty po możliwe opodatkowanie cyfrowych gigantów technologicznych. Problem jest taki, że Europa znajduje się dziś w znacznie trudniejszym położeniu niż jeszcze dekadę temu. Jest silnie uzależniona od importu surowców, technologii oraz komponentów, a jednocześnie coraz słabiej konkuruje kosztowo zarówno z USA, jak i Azją.
Europa potrzebuje nowej strategii przemysłowej
Rosnące napięcia pokazują, że europejski model oparty na eksporcie i otwartym handlu staje się coraz bardziej podatny na geopolityczne turbulencje. Nowa odsłona polityki celnej Donalda Trumpa może być sygnałem, że świat wchodzi w epokę trwałego protekcjonizmu gospodarczego – takiego, w którym przewagi buduje się już nie tylko technologią i jakością, ale również siłą polityczną oraz kontrolą nad łańcuchami dostaw.
Dla Europy oznacza to konieczność wzmacniania własnego przemysłu, budowy niezależności technologicznej, wspierania inwestycji w produkcję i baterie oraz ograniczania zależności od zewnętrznych rynków. Aby jednak było to możliwe, potrzebne jest bardziej konkurencyjne i przewidywalne otoczenie regulacyjne dla przemysłu. Bez tego europejska motoryzacja może stopniowo tracić znaczenie nie tylko w globalnej gospodarce, ale również jako jeden z filarów europejskiego rynku pracy i wzrostu gospodarczego.
– Nowa ofensywa celna prezydenta Trumpa pokazuje, że globalizacja w dotychczasowym modelu praktycznie się kończy. Coraz większą rolę odgrywa geopolityka, bezpieczeństwo gospodarcze i walka o kontrolę nad przemysłem strategicznym. Motoryzacja stała się dziś jednym z kluczowych pól tej rywalizacji, ponieważ obejmuje nie tylko produkcję aut, ale również baterii, półprzewodników, technologii AI, a także całych łańcuchów dostaw. Europa przez lata budowała przewagę na eksporcie, jakości i otwartym handlu, ale obecnie ten model jest coraz mocniej podważany przez USA, jak i Chiny. Problem polega na tym, że europejski przemysł jest jednocześnie obciążony najwyższymi kosztami energii, regulacjami klimatycznymi i drogą transformacją technologiczną. Dla Polski sytuacja jest niebezpieczna, bo jesteśmy zapleczem produkcyjnym dla europejskiego automotive. Jeśli produkcja zacznie przenosić się do USA lub Azji, skutki odczują przede wszystkim dostawcy komponentów oraz tysiące średnich firm działających wokół branży motoryzacyjnej – mówi Tomasz Bęben, prezes zarządu Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.
Europa wciąż ma potencjał technologiczny, know-how i silne zaplecze przemysłowe, aby utrzymać swoją pozycję w światowej motoryzacji. Pytanie brzmi, czy zdoła wystarczająco szybko przełożyć te atuty na realną przewagę konkurencyjną w świecie, w którym o sile gospodarek coraz częściej decydują nie zasady wolnego rynku, lecz polityka i geostrategia.


