Stacje Kontroli Pojazdów pod ścianą

W życiu są pewne trzy rzeczy: śmierć, podatki i wysokość opłaty za badania techniczne pojazdów na polskich SKP. Ta ostatnia nie zmieniła się już od ponad 19 lat i powoli wchodzi do katalogu opłat, które w Polsce najwytrwalej bronią się przed podwyżkami. Gdy weźmiemy pod uwagę to, iż pobierana jest przez przedsiębiorców, którzy jak wszyscy inni zmagają się ze wzrostem wszelakich kosztów, nietrudno wyobrazić sobie w jak trudnej sytuacji znajdują się oni obecnie. Sytuacja ta nie cieszy nie tylko SKP, ale też całej branży motoryzacyjnej i nie powinna także cieszyć nikogo, dla kogo ważne jest bezpieczeństwo na naszych drogach.

19 lat w zmieniającej się rzeczywistości

Wysokość opłat za badania została określona urzędowo w 2004 roku, tj. 19 lat temu. Nigdy nie była waloryzowana. Przez ten czas drastycznie wzrosły koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Inflacja liczona narastająco przekroczyła 73%, a wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę, które odzwierciedla aktualną sytuację gospodarczą, wzrosła o 437% i zapowiada się dalszy jej wzrost. To powoduje, że stawki opłat za badania techniczne już dawno straciły swoją pierwotną wartość. Przychody z opłat za badania techniczne nie wystarczają na pokrycie kosztów ich wykonania. W tej chwili nawet wymiana opon kosztuje więcej niż badanie techniczne. Przedsiębiorcy prowadzący SKP są w potrzasku. Nie mogą pobrać innej opłaty za badanie jak ta, która jest określona w rozporządzeniu.

SKP działają na granicy rentowności i grozi nam, że niedługo nie będzie miał kto badać stanu technicznego samochodów – alarmuje Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów, której wtóruje szereg innych organizacji branżowych. Hasłem tegorocznej konferencji, organizowanej przez PISKP został zwrot „SKP na krawędzi – jaka przyszłość czeka branżę?”. Przedsiębiorcy prowadzący stacje kontroli pojazdów opowiedzieli się podczas konferencji za kontynuowaniem protestu, dlatego 23 czerwca br. w wielu stacjach na terenie całej Polski nie można było wykonać badania technicznego pojazdu.

Rządzący wydają się w tej sprawie nieugięci, chcąc zapewne oszczędzić Polakom dodatkowych podwyżek. Branża wskazuje jednak, że będzie to miało negatywne konsekwencje nie tylko dla samych stacji kontroli pojazdów, ale i bezpieczeństwa na drogach.

– Sito obowiązkowych badań technicznych musi skutecznie eliminować z dróg niesprawne pojazdy, które powinny zostać ponownie dopuszczone do ruchu dopiero po usunięciu usterek. Kontrola stanu technicznego pojazdów pełni ważną funkcję dla całego społeczeństwa, bo przecież wszyscy jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego. SKP nie mogą więc być skazane na działanie na granicy rentowności lub wręcz wykonywać badania poniżej kosztów ich wykonania kompensując sobie wykonywaniem innej – dochodowej działalności by, mówiąc kolokwialnie, nie dokładać do interesu. Opłata za badanie w tej wysokości to poważne zagrożenie dla rzetelności wykonywanych badań. Diagności przymykają oczy na wiele usterek, aby tylko klient wrócił do nich na kolejne badanie w przyszłości. Tworzą się więc patologie, co nie powinno mieć miejsca. Urealnienie wysokości opłaty za badanie jest niezbędne i leży w interesie wszystkich – mówi Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

SKP na krawędzi – jaka przyszłość czeka branżę?

Po wspomnianym proteście SKP szereg organizacji branżowych wystosowało apel skierowany do Pana Andrzeja Adamczyka – Ministra Infrastruktury o podjęcie pilnych działań w sprawie waloryzacji opłat za badania techniczne pojazdów. Wkrótce w Sejmie posłowie będą dyskutować o przepisach mających na celu poprawę jakości badań technicznych. Będzie więc okazja do podniesienia tematu, jednak branża coraz bardziej pesymistycznie patrzy w przyszłość tracąc nadzieję na zmiany stawek. Według przedstawicieli branży, jeśli sytuacja się utrzyma, to czeka nas nieuchronny wzrost liczby zamykających się stacji kontroli pojazdów.

FIGIEFA: nowe władze na trudne czasy

Przed europejskim motoryzacyjnym rynkiem wtórnym stoi obecnie wiele wyzwań związanych z bliźniaczą transformacją – zieloną i cyfrową. Czy rynek da radę dopasować się do nowej