Motoryzacyjna wojna USA z Europą

Planu Marshalla 2.0 dla Europy nie ma

USA wspierają Ukrainę finansowo i militarnie. Europa po zamknięciu kurka z gazem przez Kreml ratuje się dostawami ze Stanów Zjednoczonych między innymi dzięki czemu szantaż energetyczny ze strony Rosji spalił na panewce. Gospodarka europejska i jej poszczególne gałęzie jak motoryzacja zmagają się jednak z problemami, których nie odczuwają konkurencyjne firmy działające w USA czy w Azji jak ceny energii elektrycznej czy surowców. Przemysł nie może w dłuższej perspektywie absorbować tak wysokich kosztów, zwłaszcza w obliczu konkurencji ze strony innych głównych rynków. Jak zauważył jakiś czas temu komisarz Breton, ceny energii w Europie są kilka razy wyższe niż w USA. To wyraźnie osłabia globalną konkurencyjność przemysłu UE. Oliwy do ognia dolała amerykańska Inflation Reduction Act (IRA). Mimo swojej nazwy, ma ona mniej wspólnego z inflacją, za to wiele z polityką klimatyczną i transformacją przemysłową. Inicjatywa administracji Bidena wywołała wiele kontrowersji wśród partnerów gospodarczych USA. Z jednej strony zrozumiałe i doceniane jest zaangażowanie na rzecz ochrony klimatu oraz wsparcie w przyspieszeniu transformacji energetycznej. Z drugiej jednak strony IRA zawiera elementy jawnie protekcjonistyczne, które mogą zaszkodzić funkcjonowaniu gospodarki międzynarodowej i sprowokować poważne konflikty polityczne, w tym w gronie bliskich sojuszników. Obawy europejskiej motoryzacji i krajów, gdzie jest ona silna (np. Niemcy) budzi zapowiedź silnego wsparcia dla amerykańskiej produkcji aut elektrycznych i baterii, które może osłabić pozycję konkurencyjną europejskich koncernów na tamtejszym rynku. Europa może także obawiać się wpływu IRA na decyzje jej przemysłu dotyczące lokalizacji produkcji. Oferowane subwencje mogą zachęcać firmy do przenoszenia produkcji do USA.

– Stany Zjednoczone poprzez ustawę Inflation Reduction Act (IRA) i stworzenie dzięki niej mechanizmów wsparcia w wysokości 370 miliardów dolarów, starają się przyciągnąć do siebie firmy z całego świata. Transformacja przemysłowa i energetyczna zostanie USA dzięki tej kwocie  mocno wsparta. Z tym że niekoniecznie będzie to korzystne dla europejskiej motoryzacji. W przestrzeni medialnej już pojawiły się informacje o zwiększaniu inwestycji w USA, które stały się atrakcyjnym miejscem do inwestowania w zielone technologie. Europa nie mogła pozostać dłużna i eksperci wiążą nadzieję z publikacją przez Komisję Europejską początkiem lutego Planu Przemysłowego Zielonego Ładu” (Green Deal Industrial Plan). Wydaje się, że to nie koniec drogi dla ochrony konkurencyjności europejskiego przemysłu i zapewnienia sprawiedliwej transformacji w motoryzacji. Bez uproszczenia procedur, zmian zasad pomocy publicznej i zachęt dla inwestorów prywatnych założone przez UE cele klimatyczne nie zostaną osiągnięte lub odbędzie się to kosztem europejskiej gospodarki i motoryzacji – mówi Tomasz Bęben,dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM)

Re(aktywna) odpowiedź Europy?

Plan Przemysłowy Zielonego Ładu ma uzupełniać Europejski Zielony Ład i plan REPowerEU. Opiera się na czterech filarach: przewidywalnym i uproszczonym otoczeniu regulacyjnym, przyspieszeniu dostępu do finansowania, doskonaleniu umiejętności i otwartym handlu dla odpornych łańcuchów dostaw – czytamy w komunikacie Komisji. Z oczywistych względów nie wspomina w nim o dumpingu cenowym producentów z Azji czy też IRA, ale cała Europa traktuje Plan Przemysłowy Zielonego Ładu jako odpowiedź na malejącą konkurencyjność firm ze Starego Kontynenty w porównaniu z resztą świata.

– Mamy jedyną w swoim rodzaju okazję, aby szybko, ambitnie i z poczuciem celu wskazać drogę do zapewnienia wiodącej pozycji przemysłu UE w szybko rozwijającym się sektorze technologii koniecznych do uzyskania neutralności emisyjnej. Europa jest zdecydowana przewodzić rewolucji w dziedzinie czystych technologii. (…) Lepszy dostęp do finansowania umożliwi szybki rozwój naszym kluczowym sektorom czystych technologii – powiedziałaPrzewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Plan zakłada m.in. przyspieszenie finansowania transformacji energetycznej poprzez zmiany w tymczasowych ramach prawnych pomocy publicznej po to, aby Komisja szybciej notyfikowała takie formy wsparcia, które będą służyć projektom przemysłowym w Unii.

O problemach jakie dla europejskiej gospodarki stanowią amerykańskie przepisy oraz o odpowiedzi UE dyskutowano w zeszłym tygodniu w Parlamencie Europejskim. Wszystkie frakcje polityczne były mocno zaangażowane w dyskusje, gdzie wyrażały swoje obawy i krytykę względem Komisji Europejskiej. W projekcie rezolucji ECR zgłoszonym przez byłego wiceministra energii Grzegorza Tobiszewskiego mowa o tym, że „prawdziwym wyzwaniem dla europejskiej konkurencyjności przemysłowej nie są programy inwestycji w czystą technologię zaproponowane przez naszych światowych partnerów, ale raczej niepowodzenie europejskich decydentów w zakresie wsparcia regulacyjnego i finansowego dla przemysłu UE, które powinno było stanowić część Zielonego Ładu”. Krytyka płynęła także ze strony Europejskiej Partii Ludowej, która wskazała, że „po raz kolejny działała raczej w reakcji niż aktywnie i że tylko z powodu ustawy o obniżeniu inflacji (IRA) w USA i wyższych cen energii konkurencyjność przemysłowa Europy stała się priorytetem w europejskim programie politycznym”

Nie siląc się na ocenę powodów, dla których omawiany plan KE został opublikowany dopiero w lutym 2023 r. (IRA została podpisana w sierpniu 2022 r.) widać, że konkurencyjność europejskiego przemysłu zyskała należyte miejsce na agendzie UE. Eksperci podkreślają jednak, że pilnie potrzeba działań politycznych i ich efektów by ją utrzymać.

Elektryczna zadyszka?

W 2024 r. kraje UE mają zamiar wyprodukować łącznie 2,6 mln pojazdów elektrycznych, co oznacza wzrost o 35% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jest on

Niemiecka rEVolta wagi ciężkiej

W drugiej połowie stycznia Rada UE i Parlament Europejski zawarły wstępne porozumienie w sprawie rozporządzenia na temat dekarbonizacji sektora transportowego. Według niego do 2030 r. emisje